14 lutego 2014

Rozdział 34. Ja też jestem w ciąży.

Lotte z prawej, Blue z lewej zaczely laskotac brata. Ollie krzyczal i smial sie tak glosno, ze rodzice zbiegli z gory.
- Co tu sie dzieje? - zapytal tata.
- Ollie otrzymuje kare - zasmiala sie Lotte dalej go laskotajac.
- Przestancie! - wysapal chlopak.
- Oj dzieci, dzieci - zachichotala Annabella.
- Slodkie i male, tak mamus? - zasmiala sie Blue.
- No pewnie coreczko - usmiechnela sie - Az nie moge uwierzyc, ze rodzina nam sie powiekszy - westchnela i opadla na fotel.
- Zastanawialismy sie wlasnie czy kolejne blizniaki beda - Lotte poczochrala jeszcze Olliego po wlosach i usiadla obok na kanapie.
- Mysle, ze jakies beda na pewno - usmiechnal sie Vincent.
- Oby nie Mia... - odezwal sie Ollie.
- Oj synku - mama poglaskala go po glowie - Dwoje zawsze lepiej sie razem wychowuje.
- Ale ciezej...
- Przeciez bedziemy tez my, damy rade - usmiechnela sie.
- Nie ma co gdybac - odezwala sie Lotte - co ma byc to bedzie.
- Pierwszy raz musze przyznac mojej siostrze racje - zasmiala sie Blue - a tak serio to czy dzieci bedzie dwojka czy czworka czy caly tuzin to i tak bedziemy na kazde wasze zawolanie i we wszystkim pomozemy. Nie ma co sie martwic na zapas - usmiechnela sie - A teraz moze - zamyslila sie - Kto idzie ze mna poplywac?
- Nie pierwszy raz, Skarbie - poprawila ja Lotte - Ja ide!
- Ja tez sie pomocze - powiedzial Ollie
- A nasi kochani rodzice? - starsza zapytala Annabelli i Vincenta.
- Ja bym chetnie polezala na lezaku a ty kochanie?
- Niestety musze dzisiaj posiedziec troche w swoim gabinecie nad papierami. Mark dzwonil, ze ten kontrakt z Japonczykami.. No ze cos tam jest nie tak i musze to ogarnac. Zaledwie tydzien mnie nie bylo a oni juz sobie nie radza - pokrecil glowa - Takze ja sie zaszywam w gabinecie a wy bawcie sie dobrze - pocalowal dzieci w czolo a Anabelli dal soczystego buziaka i poszedl.
- Jakie to jest cudowne, ze wy po tylu latach dalej kochacie sie jak malolaty - usmiechnela sie Lotte i wtulila w mame.
- Bo mamy tak cudowne dzieci, które nas do siebie zblizaja - Annabell ucalowala corke w czolo.
- Jestesmy jakas mega slodka rodzina - Ollie - a nawet za slodka bo mnie mdli - wstal i poszedl do kuchni, by po chwili wrocic z mala butelka wody.
- Wiesz co braciszku, ty sie w ogole nie znasz - Blue pokazala mu jezyk.
- Poza tym powinienes sie cieszyc, ze nie zyjesz w jakiejs patologicznej rodzinie - zauwazyla Lotte - i ze masz tak boskie siostry - dodala po chwili wyszczerzona.
- A jakie skromne - pokrecil glowa ze smiechem.
- No przeciez - tez sie zasmiala - Mamo nasze stare rzeczy dalej sa w naszych pokojach? Bo jadac tu nie pomyslalam zeby wziac kostium.
- Tak, kochanie. Tak jak byly tak sa - usmiechnela sie.
Kilkanascie minut pozniej wszyscy, oprocz Vincenta, zebrali sie nad basenem. Blue w różowo-czarnym stroju ze stanikiem w kwiaty a Lotte w panterkę.
- Jak ja tesknilam za tym domem - Lotte siedzac w basenie opierajac sie o jego kraniec patrzyla na budynek.
- Ja tez - Blue wynurzyla sie z wody.
- Oh juz sie tak nie rozczulajcie - Ollie - Scigamy sie? - wyszczerzyl sie.
Siostry przytaknely na pomysl brata. Ostatecznie wyszlo tak, ze scigali sie trzy razy i za kazdym razem wygral ktos inny.
- Ale my zgodne rodzeństwo, że każdemu się udało wygrać - zaśmiała się Lott.
- Bo na końcu dałem ci fory! - Ollie ochlapał ją wodą śmiejąc się głośno.
- Chciałbyś, byłeś daleko w tyle nawet za Blue! - oddała mu, ochlapując przy tym siostrę
- Wybacz, słońce!
 - Dzieki za te nawet siostra - Blue chlapnela woda w strone Lotte.
 - Oj tam, oj tam. Za pierwszym razem ty wygrałaś - puściła jej oczko.
 - Za to ty dopiero za ostatnim - pokazala jej jezyk.
 - Bo czekałam aż się zmęczycie - zaśmiała się.
- Czy ona zawsze musi wykorzystac nasza niedyspozycje? - Blue oparla sie o ramie brata.
- Widocznie tak - spojrzal na nia.
 - Ehe, dwóch na jednego? Troche niesprawiedliwe!
- Życie nie zawsze jest fair, nawet ja to wiem, siostra - zaśmiał się Ollie.
- To odwet za to jak byłeś sam przeciwko nam? - uniosła kąciki ku górze.
- A żebyś wiedziała! - rzucił się na nią i zanurzył w wodzie.
- Ollie, ty pacanie! - wynurzyła sie z wody krztusząc sie.
- Wybacz, nie wiedziałem, że się zachłyśniesz wodą, nic ci nie jest? - podpłynął do niej zmartwiony.
- Chciałbyś! - zaśmiała się i zrobiła to samo co on jej, po czym podpłynęła do siostry i się za nią schowała.
- Widze, ze ja tu jestem najstarsza - zasmiala sie Blue - nie laskocz - znowu zaczela smiac czujac jak siostra trzyma ja kurczowo w pasie.
- I tak cie dorwe siostrzyczko! - krzyczal Ollie wychylac sie zza Blue, ktora sluzyla Charlotte jako tarcza. - Pomóż.. - szepnęła do siostry, a do brata krzyknęła - Nigdy w zyciu!
- Nigdy nie mów nigdy - zaśmiał się perfidnie i rzucił się na obie dziewczyny przewracając je i w efekcie cała trójka znalazła się pod wodą.
- Teraz masz przechlapane mlody! - siostry po wynurzeniu sie z wody zaczely ganiac siedemnastolatka po trawniku, gdyz on wyszedl z wody.
- Mam wrażenie jakbyście znów mieli kilka lat - zaśmiała się mama leżąca na leżaku obserwując swoje dzieci.
- To dobrze, oznacza to że wcale się nie starzejemy! - zachochotała Lotte i dalej goniła brat.
 - A szalenstwo mamy w genach! - dodala Blue i dalej biegla.
Nagle, bedac przy brzegu basenu, Ollie zatrzymal sie a rozpeczone blizniaczki nie zauwazyly tego i zachwialy sie na brzegu. Ich brat chcial odskoczyc, ale w pore zlapala go Blue i cala trojka z wielkim pluskiem wpadli do wody.
 - Dobra, koniec tego dobrego! - zaśmiała się Lotte - Każdy ucierpiał, wiec ja idę skorzystać ze słońca i się troche poopalać, bo w Londynie tego nie zrobimy.
 - A nie mowilam, ze bedzie ci slonca brakowac na wyspach! - ochlapala ja woda mlodsza.
- Całe życie w słońcu robi swoje - oddała jej i wyszła z basenu z uśmiechem na ustach.
- A jak wakacje, mamuś? - zapytała jej kładąc sie na leżaku obok.
- Dobrze, kochanie. W końcu udało się nam z tatą trochę odpocząć. Ciekawe kiedy znów uda mu się wyrwać na jakiś mały urlop.
- Jak zwykle wiecznie zapracowany - pokreciła głową
- Ale teraz za to będzie cię rozpieszczał ile wlezie!
- Na to liczę ! - zaśmiała się.
 - Cwaniara! - zasmiala sie Blue lezac na materacu na wodzie obok Olliego i slyszac rozmowe.
- A myślisz, skarbie, że po kim to macie? - uśmiechnęła się przebiegle
 - No raczej, ze po Colinsach - zasmiala sie.
 - Ciekawe co tata o tym sądzi - wtrącił się Ol
- Myślę, że przyznałby rację - odpowiedziała mama - Po mojej lekkiej sugestii - zaśmiała się znów.
- Widzę, że ciąża ci służy, bo przeszczęśliwa jesteś - uśmiechnęła się Lotte
- Mam was wszystkich w domu, kolejne maleństwa w drodze to jakbym mogła nie być szczęśliwa? - odzwajemniła gest.
 - Wszystko słyszałem kochanie - w drzwiach od tarasu pojawił się Vincent.
- A nie mówiłem - Ollie.
- Kocham cie - podszedł do mamy rodzenstwa i namietnie ja pocałował.
- Uuuuuuu - rodzenstwo sie zachwyciło.
 - Jesteście rozkoszni - uśmiechnęła się Lotte i wystawiła twarz do słońca.
- A jak tam w Londynie? Upolowałaś już w końcu jakiegoś przystojniaka? - zapytał się Vincent ze śmiechem.
- Znasz mnie tato...
- Tak, tak. Miłość nie dla ciebie, słyszę to już jakiś czas - pstryknął ją w nos, co zmusiło ją do otworzenia oczu.
- Wy mi tej miłości dajecie aż zanadto - wysłała mu buziaka.
- Blue, znajdź dla niej jakiegoś partnera - zwrócił się do drugiej bliźniaczki - Najlepiej podobnego do twojego Alexa - uśmiechnął się do niej.
- Podobnego do Alexa? - spojrzała na Vincenta.
- No wiesz, takiego idealnego na zięcia - wyszczerzył się.
- Co ja słysze - zaśmiała się - Dopiero dowiedzieliście się, że Mia w ciąży a już chcecie kolejnego wnuka?
- Mówiłem o zięciu nie o dzieciach, Skarbie - też się zaśmiał - Ale wnuki... Będę świeżym ojcem to i dziadkiem mogę być podwójnym już. W końcu młodzi już nie jesteśmy - usiadł obok swojej żony.
- Mów za siebie, skarbie. Ja dalej czuję się na jakieś 25 lat - uśmiechnęła się Annabella.
- I tak wyglądasz - puścił jej oczko.
 - A nawet młodziej mamuś - Blue - Gorąca osiemnastka.
- Nie chce mieć mamy w swoim wieku - Ol.
- Oj tam - poczochrała go po mokrych włosach młodsza - A nam z Alexem się nie spieszy jak na razie - uśmiechneła się.
 - Może to i lepiej - odezwała się mama - Lepiej przemyśleć dokładnie i być pewnym na sto procent - uśmiechnęła się - Chociaż i tak wiem, że Alex to ten jedyny dla Ciebie, Blue.
 - Też tak myślę mamuś - uśmiechnęła się, ale po chwili westchnęła smutno zamykając oczy i kładąc się z powrotem na materacu.
 Posiedzieli jeszcze troche korzystając ze słońca i dopiero jak zaczęło zachodzic zebrali się do domu. Całą rodziną, jak daaawno temu, usiedli w salonie oglądając film komentując to, co dzieje się na ekranie. W końcu było już późno każdy był padnięty i poszli spać.

Dwa dni później, w dzień obiadu z rodzicami Mii, Lotte obudziła się po 7 i od razu wstała. Ogarnęła się i zeszła na dół gdzie czekała już na nią siostra z kubkiem kawy.
- Jak ty mnie znasz - pokręciła głową z uśmiechem i pocałowała ją w policzek.
 - Chcesz coś? - zapytała z uśmiechem.
- Wystarczy kawa - wyszczerzyła się i zabrała jej kubek
- Mogłabyś chociaż raz zrobić ją sobie sama - westchnęła i nalała sobie nowego napoju z ekspresu.
- Twoja jakos lepiej mi smakuje. Za to moge zrobic sniadanie, jak chcesz
- Dobrze mówisz - zasmiała się - Jakbym miała co to bym ci polała.
- Nie pora na alkohol, skarbie - usmiechnela sie - ale wieczorem kto wie - pomachala brwiami.
- Mówisz jak moja siostra - puściła jej oczko - To co, robimy śniadanko a potem pomyślimy co na obiad jak przyjdą Carterowie.
 - Popieram - usmiechnela sie - Mam nadzieje, ze dobrze przyjma wiadomosc... albo chociaz znosnie.
 - Tego boję się najbardziej Charlotte.
 - Ja tez... Ale my im pomozemy jak cos
 - Od tego tu jesteśmy - przytuliła się do siostry.
 - No pewnie. Po to jest rodzina - pocalowala ja w glowe.
 - Chyba denerwuje się bardziej niż Ol - otworzyła lodówkę a do kuchni wszedł siedemnastolatek.
- Słyszałem Blue. Cała noc nie zmrużyłem oka - usiadł na krześle i podparł głowę rękami.
 - Bedzie dobrze, Brat - Lotte przysunela sie do niego i objela kladac glowe na ramieniu. - Moze nie bedzie na poczatku latwo im sie z tym oswoic, ale pozniej zrozumieja i beda sie cieszyc...
 - Własnie - młodsza usiadła po drugiej stronie brata - Za kilka lat bedziemy się wszyscy śmiać z naszych obaw - pocałowała go w głowę.
 - No nie wiem... - wykrzywił się.
- Zobacz, Ol... Wy też nie zareagowaliście pozytywnie na początku, bo się tego nie spodziewaliście, a teraz? Z nimi będzie podobnie.
 - Rodzice też się cieszą.
 - Ale rodzice Mii są bardziej... tradycjonalistami. Najpierw szkoła, ślub i tak dalej...
- Wszystkiego nie da się w życiu zaplanować, Ol. Powiemy im to, nie martw się
 - Koniec smutów i robimy śniadanie a potem młody będzie obiad gotował dla swojej dziewczyny i teściów - zasmiała się Blue i jeszcze raz przytuliła brata.
- Właśnie! Jak zrobisz im swoje popisowe danie to nie będą mieli wyjścia jak to wszystko zaakceptować - Lotte poczochrała go po włosach.
 - Ehe chyba tosty - uśmiechnął się blado.
 - Młody, jak będziesz miał takie nastwienie to ich nie przekonasz - spojrzała na niego z uniesioną brwią.
 - Przecież żartowałem - dzgnął Lotte w bok - Robimy te sniadanie, bo głodny jestem?
- Nasz stary dobry braciszek - poczochrała go młodsza po włosach.
- Nie będę pokazywał palcem kto tu jest starszy - zaakcentował słowo - ode mnie - zaśmiał się.
 - Słuchaj... - Lotte na niego spojrzała - Ty lepiej nie pyskuj! - zaśmiała się
- Oho, nacisnąłem na słaby punkt? - wystawił jej język
- Ja tam jeszcze jestem młoda, więc nie mam czym się przejmować, mały gówniarzu - pstryknęła go w nos.
 Blue przewróciła oczami i zajęła się ponownym przeglądaniem lodówki.

Po sniadaniu, na które załapali się także rodzice, wszyscy zgodnie stwierdzili, że przydadzą się jakieś zakupy na obiad. Tata rodzeństwa razem ze swoim synem udali się do supermarketu po otrzymaniu mega długiej listy. Po zakupach wszyscy razem zaczęli przygotowywać posiłek. Gdy wszystko było prawie gotowe, dziewczyny poszły się przebrać, po czym wróciły by przypilnować dania, a odświezyć się poszli rodzice i Ollie. Punktualnie o 16 usłyszeli dzwonek do drzwi. Anabella poszła otworzyć.
 - Witajcie moje drodzy - usłyszeli jak się z nimi wita - Caroline, przepięknie wyglądasz.
- Witaj, Annabell ty również. Rozkwitasz!
- Dziękuję bardzo - słychać było jak się uśmiecha - Witaj, Mia.
- Dzień dobry, pani Armstrong - przywitała się
- Chodźcie do środka - powiedziała i weszli do salonu. Wszyscy się ze sobą przywitali i usiedli do stołu. Vincent otworzył wino, które przyniesli państwo Carter i rozlał każdemu pomijając swoją żonę i niepełnoletnich.
- Annabell, nie skosztujesz? - zapytała Caroline, na co mama bliźniaczek uśmiechnęła się szeroko.
- Chcieliśmy powiedzieć wam trochę później - złapała męża za rękę - No ale dobrze... Jestem w ciąży.
 - O matko - Caroline zasłoniła usta dłonią - To cudownie! - wstała i podeszła do Anabelli, żeby ją uściskać.
 - To dlatego tak kwitnąco wyglądasz - powiedział Ben - gratuluję ! - uścisnął ją i Vincenta
- Trochę ci zazdroszczę - zaśmiała się Caroline siadając znów na swoim miejscu - Odkąd Mia nam wyrosła brakuje mi takiego maleństwa w domu.
 - Dziękuję Ben - uśmiechnęła się - Na prawde chcielibyście mieć małe dzieciątko w domu?
- Mów za siebie kochanie. Ja nie tęsknię do pieluch - zaśmiał się ojciec Mii.
 Mia spuściła głowę i widać było jak bardzo jest zdenerwowana.
- Ale za to ile radości w domu - uśmiechnęła się Lotte - Na pewno jak Mia była malutka był pan przeszczęśliwy - uśmiechnęła się do niego
- Wtedy tak - zgodził się - Ale teraz już jestem na to za stary - zaśmiał się
- Ja się nie czuję staro - powiedział Vincent - A nawet czuję teraz, że młodnieje - spojrzał na Annabell i pocałował ją w dłoń
 - Własnie - wtrąciła się Blue - Nie jest pan jeszcze taki stary, a przy dziecku się tylko młodnieje - usmiechnęła się.
- Dziękuję ci hm Charlotte.
- Blue - usmiechnęła się ponownie.
- Przepraszam, ale cieżko was odróżnić.
 - Przyzwyczaiłyśmy się - powiedziała Lotte - To może Ollie, pomożesz mi przynieść obiad? Na pewno jest już gotowy
- Mhm... - mruknął patrząc na Mię
- To może i ja pomogę - powiedziała i wstała po czym udali się do kuchni
- Może przełóżmy to... - odezwała się cicho brunetka po wejściu do pomieszczenia
- Mia, skarbie - Lotte ją uścisnęła - Będzie dobrze, zobaczysz
- Ciężko to widzę, tata mnie chyba zabije - była bliska płaczu
- Kochanie - Ollie ją przytulił - Jesteśmy w tym razem, masz mnie - pocałował ją w czoło - Co by się nie działo będę przy tobie
- Wiem... - powiedziała cicho
- Odetchnij głęboko kilka razy i wracamy
- Dzięki, Lotte
- Nie ma sprawy - uśmiechnęła się do niej i chwile później wrócili znów do salonu z półmiskami pełnymi jedzenia.
 - Mmm jakie zapachy - Ben wciągnął powietrze - Co to za mina córciu?
- Emm.. Boli mnie trochę głowa, ale to zaraz przejdzie. Jedzmy - uśmiechnęła się blado.
 - Przepyszne - powiedziała Caroline po zjedzeniu
- Nasze dzieci głownie gotowały - uśmiechnął się Vincent - My tylko pomagaliśmy
- No proszę jakie zdolne - uśmiechnęła się
- Najbardziej Ollie - powiedziała Lotte - My to raczej nie jesteśmy za dobre w gotowaniu - pokazała na siebie i siostrę
- Idealny materiał na zięcia - zaśmiał się Ben.
 - Mowilem dzisiaj to samo dla Blue o Alexie - zasmial sie Vincent - Co powiesz na slowa taty Mia? - usmiechnal sie do niej.
- Dobra - wstala - nie wytrzymam juz - spojrzala na swojego chlopaka - Nie wazne co powiedziecie, nie mozemy dluzej tego ukrywac - zlapala Olliego za reke, ktory tez wstal - Kochamy sie. I wierze, ze sobie poradzimy. Mamo, tato - spojrzala na nich - Ja tez jestem w ciazy - powiedziala szybko.
 Ben patrzył w nią jakby nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
- Mia... - odezwała się cicho Caroline z nieodgadnionym wyrazem twarzy - Dlaczego od razu nam nie powiedziałaś? - wstała i do niej podeszła
- Bałam się, mamo...
- Kochanie... - przytuliła ją i pocałowała w głowę - Przecież nie jesteśmy potworami... Ben?
- Jestem w szoku... - powiedział tylko - Nie tak planowałem twoją przyszłość...
- Ale życia nie da się zaplanować - powiedziała Lotte
- Och Ben! - odezwała się Caroline - Dajże spokój, Lotte ma rację
- Jesteśmy dziadkami - odezwał się Vincent - Pamiętaj, że jesteś w lepszej sytuacji, bo ja będę jeszcze świeżo upieczonym tatą - zaśmiał się lekko, a kąciki ust Bena poszły delikatnie do góry. Wstał i podszedł do córki
- Oj, Mia, Mia... - powiedział tylko i ją przytulił.
 - Nie jestescie zli? - szepnela.
- Coreczko - Caroline jeszcze mocniej ja przytulia i zaszklily jej sie oczy - Kochamy cie. Jak moglibysmy byc zli? Stalo sie.
- A ty tato?
 - No coz. Bede sie musial z tym jakos oswoic.. Nie popisales sie Ollie, ale chyba bede cie musial teraz czesciej widywac - zasmial sie klepiac go po plecach.
- Oj nie przejmuj sie moim mezem. Juz jestes w rodzinie - przytulila go mama Mii.
- Dziekuje - odpowiedzial i zwrocil sie do swojej dziewczyny - A nie mowilem, ze bedzie dobrze? - wytarl jej lzy z policzka i pocalowal.
- Nie chcę nic mówić, ale to samo z Blue mówiłyśmy ci rano - zaśmiała się Lotte
- To wy wiedzieliście wcześniej, tak? - zapytała Caroline
- Ollie nam się wyżalił, a my wygadałyśmy się rodzicom - odpowiedziała starsza
- No to jesteśmy rodziną - powiedział Ben z uśmiechem i usiadł ponownie na krześle popijając wina.
 - Nie wierze - powtarzala Mia.
- Coreczko juz wszystko dobrze - Caroline - Jedz, bo musisz sie teraz dobrze i zdrowo odzywiac - usmiechnela sie.
- Ben jeszcze wina? - zaproponowal Vincent.
- Chetnie. Posiedzimy tu troche - zasmial sie.
 - To może deser? - zapytała Lotte
- Ja przyniosę - powiedział Ollie a po chwili wrócił z ciastem.
- No to niedługo trzeba będzie zaplanować ślub - powiedział Ben
- Tato... my chcemy sami o tym zadecydować kiedy, co i jak
- Ale córeczko
- Kochanie - przerwała mu Caroline - Daj im spokój, są już dorośli
 - Nasz maly Ollie stal sie dorosly szybciej niz my - zasmiala sie Blue - prawda siostrzyczko?
 - Kto by pomyślał - zaśmiała się
- Ja i tak zawsze byłem psychicznie od was bardziej dojrzały - wytknął im
- Z tym się zgodzę - odezwał się Vincent tłumiąc śmiech
- Dzięki tato...
 - Wszyscy przeciwko nam Charlotte..
 - Jak zwykle... I pomyśleć, że tak zachwalałyśmy wczoraj naszą rodzinę - pokręciła głową
 - No nie?
 - Eh... - Lotte westchnęła tylko
 - Moze sie jednak stad oddalimy, bo nikt tu nas nie kocha?
 - Świetny pomysł... Po co mamy tu siedzieć...
 - Nie przesadzacie przypadkiem? - Ol - Nie jestescie tu same.
- Nawet brat nas popiera...
 - Nie ma to jak wsparcie w rodzinie..
- Oj coreczki przestancie - zasmiala sie Anabella - Nie chcecie chyba denerwowac rodzicielki w ciazy.
- Mamo no - Blue przewrocila oczami - i pocalowala ja w policzek - przeciez zartowalysmy tylko.
 - Wiem, córeczko - powiedziała z uśmiechem - Mam najcudowniejsze dzieci pod słońcem. Oraz synową - spojrzała na Mię na co odpowiedziała jej uśmiechem
- Naprawdę się cieszę, że będę babcią - powiedziała Caroline zwracając się do córki - Ben też, tylko musi się z tym oswoić - powiedziała puszczając jej oczko
 - Kocham was - Mia usmiechnela sie do rodzicow - I jeszcze raz przepraszam.
- A ja? - oburzyl sie Ollie.
- Ciebie najbardziej - pocalowala go w policzek - No i twoje siostry i rodzicow - usmiechnela sie do nich - Jak wlasna rodzine.
- Bedziemy nia - Ollie przytulil dziewczyne.
 - No to nie mam już córki - westchnął tata Mii
- Ben! - Caroline spojrzała na niego oburzona
- No co? Taka prawda, Ollie mi ją zabrał - uśmiechnął się do córki
 - Tato - Mia zachichotala.
- Obiecuje, ze bede o nia dbal jak najlepiej umiem. I mam pytanie do panstwa, a raczej prosbe.
- Sluchamy - powiedzieli rowno.
- Chcialbym, zeby Mia zamieszkala ze mna razem z dzieckiem. A nawet jeszcze przed narodzinami dziecka - spojrzal na nich.
- To oczywiste, że będziecie musieli zamieszkać razem... - pierwszy odezwał się Ben
- Ale ja myślałam, że u nas - spojrzała na córkę i Olliego
- Wolelibyśmy zamieszkać tu, mamo
- No nie wiem...
- Caroline, wy oboje pracujecie, ja zawsze jestem w domu
- Poza tym my też tu przyjedziemy żeby pomóc - wtrąciła się Lotte
- No dobrze, chyba nie mamy wyjscia - westchnela Caroline.
- Dziekuje - Ollie sie usmiechnal.
- Ale za to bedziecie nas czesto odwiedzać - uśmiechneła się
- Albo my was - dodał Ben
- Drzwi są zawsze dla was szeroko otwarte - powiedział Vincent - Proponuję wznieść toast za naszego wnuka - podniosł kieliszek do góry - I za nowe życie naszych dzieci
 - Jak to powaznie brzmi - usmiechnela sie Mia.
- Zdrowie! - powiedzial z entuzjazmem Ben.
 Upili wina i dalej gawędzili wesoło ciesząc się, że wszystko dobrze się układa. Mia miała uśmiech na twarzy, którego bliźniaczki nie widziały przed tą całą rozmową. Ollie też odżył i widać było, że mu ulżyło. Późnym wieczorem rodzina Carterów zebrała się do domu.

W dniu obiadu Blue zapomniala o telefonie do Alexa i Jacka. Zadzwonila dopiero nastepnego dnia, gdy siedziala z Lotte w ogrodzie. Juz ktorys raz probowala dodzwonic sie do Alexa, ale bez skutku. Albo nie odbieral w ogole, albo odrzucal polaczenie.
- Znowu nic? - zapytala Lotte.
- No nie.. Odrzucil.
- Moze jest zajety.
- Caly dzien?
- To zadzwon do Jacka moze?
- Yhym - wybrala numer przyjaciela i czekala - No czesc! - powiedziala, gdy odebral.
- Czesc.
- Co sie dzieje? Gdzie jestescie?
- Oddzwonie pozniej okay?
- Ale Jack!
- Na razie - powiedzial i sie rozlaczyl.
- Cholera! - Blue cisnela telefonem na trawnik.
- Co powiedział?
- Ze oddzwoni pozniej. Zero wyjasnien - ukryla twarz w dloniach.
 - Coś mi tu nie pasuje - Lotte się wykrzywiła i chwyciła swój telefon. Wybrała numer Alexa, ale nie odebrał. - Daj mi numer Jacka - powiedziała do siostry
- To nic nie da. Daj spokoj - westchnela.
 - Nie ma mojego numeru, więc może odbierze
 - Zbierz telefon z trawy i sobie poszukaj jak chcesz. Ja nie mam sily.
 Lotte zrobiła jak powiedziała Blue i zadzwoniła do Jacka.
- Ma wyłączony telefon...
 - A nie mowilam?
 - W końcu musi z tobą pogadać, to nie jest normalne... - przytuliła ją
- Nie wiem co sie dzieje - wtulila sie w siostre ze lzami.
- Wyjaśnimy to, miśku - pocałowała ją w głowę - Nie martw się na zapas
- Jak mam sie nie martwic skoro facet mojego zycia nie chce ze mna gadac?! - nie mogla sie uspokoic.
- Wiem, że nie jest ci łatwo... - już sama nie wiedziała jak ją pocieszać, bo sama nie rozumiała co sie dzieje i bała się najgorszego.
- Nie wiesz.
- Domyślam się
- Co tam siostrzyczki? - za blizniaczkami pojawil sie usmiechniety Ollie - Blue co sie stalo? - ukleknal przed siostra widzac jej zaplakane oczy i rozmazany makijaz.
 - Alex się do niej nie odzywa w ogole...
- Dlaczego? - spojrzał na Lotte, a ta wzruszyła ramionami
 - Nie mam pojecia Ollie co sie dzieje - wylkala Blue.
- Slonce - brat ja przytulil jak najmocniej umial i glaskal ja po glowie - Probowalyscie pogadac z Jackiem? - zapytał.
- Tak... ale odebral i ja zbyl, po czym sie rozlaczył
- Dziwne... - wymienili spojrzenie z Lotte
 - Nie dobijajacie mnie - zalkala Blue.
- Siostrzyczko - posadzil ja sobie na kolanach - Wszystko sie wyjasni - pocalowal ja w czolo - Ja zadzwonie - wyjal telefon z kieszeni - Wylaczony... - powiedzial i schowal telefon z powrotem do kieszeni
- Chodz, Blue zrobimy cos do picia, hm? - zapytala siostry - Nie ma co tak siedziec i myslec
 - Pojde do siebie - mruknela i po wejsciu do domu od razu skierowala sie na schody.
- Blue... - odezwal sie Ollie chcac ja powstrzymac.
- Ol, niech pobedzie chwile sama, to na nia najlepiej dziala - powiedziala Lotte i chwycila brata za reke ciagnac do kuchni.
- Ale nie powinna byc sama...
- Wiem o tym, ale ona widocznie tego potrzebuje. Poza tym nic to nie zmieni jak bedziemy z nia siedziec i pocieszac. Przerabialam to juz w Londynie. Myslalam zeby zadzwonic do Billiego i zapytac go o Alexa jak uwazasz? 
- Moze bedzie cos wiedzial, sprobuj - odpowiedzial, a Lotte wziela telefon i wykrecila numer wujka. Odebral po dwoch sygnalach.
- No hej, Lotte co tam?
- Czesc Billie, sluchaj mam takie pytanie...
- Wal.
- Czy Alex mowil jakos inaczej o Blue jak byliscie w trasie?
- Nie... Przeciez nawet rozmawiali czesto a cos sie stalo?
- Em... No wlasnie nie wiem, bo nie odzywa sie dluzszy czas do Angel i nie wiemy co sie dzieje, a ona sie martwi...
- Kurde nie mam pojecia... Dziwne. Sluchaj Lotte ja teraz musze konczyc, ale zadzwonie pozniej do niego i jak sie czegos dowiem to dam Ci znac.
- Jasne, dzieki Billie.
- Nie ma sprawy, jak cos to dzwon.
- Trzymaj sie.
- Wy tez, pozdrow rodzicow.
- A ty swoja rodzinke - usmiechnela sie - Pa.
- Dzieki, pa - odpowiedzial i sie rozlaczyl.
- Nic nie wie... ma za zadzwonic jak sie czegos dowie - powiedziala do Olliego.
- Dziwna sprawa... Dobra, nie ma co rozmyslac idziemy zrobic obiad - objal ja ramieniem i zaczeli myslec co tu ugotowac.
Dwie godziny pozniej Ollie krzyknal wolajac Blue na obiad. Niestety ta ani nie odpowiedziala ani nie zeszla. Poszedl wiec po nia na pietro. Idac po schodach uslyszal jej krzyk i szybko pobiegl w strone jej pokoju.

~~~~~
Wooohooo! ;**
Ale długi, co? ;p
Smuci nas ten Wasz brak zaangażowania..
Chcecie wiedzieć co się stało Blue? Czekamy na komentarze! ;)
Chcemy wiedzieć, czy na prawdę jesteście z nami i tym razem uciekniemy się do małego szantażu.
Następny rozdział pojawi się, jeśli zobaczymy pod dzisiejszym conajmniej 7 komentarzy od różnych bloggerek.
Wiemy, że dacie radę, bo mamy18 obserwatorek a wejść codziennie też nie jest mało.
Liczymy na Was ^^ :)
Blotte <3
Happy Valentines! ❤

3 komentarze:

  1. 1. Szacun i wielkie pokłony dla Was bliźniaczki, za tak wspaniały rozdział.
    2. Również ukłon w waszą stronę za długość tego posta.
    3. Fajnie, że rodzice Mii zaakceptowali ten maleńki problem, jakie ich córka z przyszłym zięciem (WTF?!) postawili przed nimi. Również Ollie, chłopak po którym niezbyt bym się spodziewała, genialnie wyjechał z tym pytaniem, czy będą mogli zamieszkać razem w posiadłości .
    4. Przy basenie, również wymyśliłyście genialny wątek. Spodobał mi się.
    5. Tatusiek, który zostanie jednocześnie ojcem i dziadkiem. No beka śmiechu! I zrządzenie losu :)
    6. Och.... jakie kochane siostrzyczki. Rzucą wszystko, by tylko wrócić do rodzinnej posiadłości i pomóc zarówno bratu, jak i mamie, przy dzieciach. BTW... tak mówicie o bliźniakach w jednej i być może w drugiej ciąży. A gdyby tak w jednej z nich dać... czworaczki :P Byłyby podwójne bliźniaki :D
    7. ALEX!!! Co on odwala z pozostałymi? Taki niby dobry materiał na zięcia, a olewa swoją dziewczynę. Ile to już minęło od ich ostatniej rozmowy??? No właśnie!
    8. Ha! Dobre pytanie postawiłyście w waszym komentarzu. Ale tym razem moje pytanie: Czy to faktycznie Blue coś się stało? Nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że dziewczyna zobaczyła coś, co nie powinna. Czyżby Alex coś narozrabiał???

    Dobra... chyba faktycznie się tym razem rozpisałam!
    Czekam kochane na kolejny rozdział i na szybkie rozwinięcie końcówki rozdziału :)
    Przesyłam multum weny, bo mnie i tak opuściła ;(
    Do kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bosko rozdział :) Myślałam że rodzice Mii inaczej zareagują , a ty taka miła niespodzianka. Dziwi mnie że Alex nie odbiera telefonu od Lotte i Blue, ale tego dowiemy się w następnym rozdziale :) Pozdrawiam i życzę weny :D Ps.
    Zapraszam do mnie : youmehappyend.blogspot.com komentarze mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał... Ale długaśny ^^
    Nawet się nie rozpisuję, bo lecę do kolejnego.
    Rodzice nawet nieźle to przyjęli :) Nie było się czego bać.
    Fajna rodzinka ^^ No i pojawił się Billie :D
    Co z Blue??? *przerażenie własnymi domysłami*
    Super :)
    Anonim z podpisu
    Lose my mind

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy!