20 sierpnia 2013

Rozdział 5. Dzisiaj jest moja.

Po godzinie usłyszeli dźwięk domofonu. Alex poszedł odebrać i otworzył drzwi na dole. Po kilku minutach otwierał już drzwi do mieszkania.
- Alex przyjacielu! - Jack rzucił się na szatyna i zaczął go przytulać i całować.
Cały Jack.
Lotte z Ollie'm stali przy schodach i przyglądali się całej tej komicznej sytuacji. Lotte gotowała się w środku ale obiecała sobie, ze tym razem nic nie powie.
- Ej - Blue wstała z kanapy - a ja to co? - zaśmiała się.
- Kochanie! - zawołał Jack oddając Alexowi torbę z napojami i rzucił się w stronę młodszej z bliźniaczek.
I to dosłownie. Dobrze, że stała obok kanapy, przynajmniej nie wylądowali na podłodze Barakat przygniótł Blue i oczywiście zaczął ja ściskać i całować Wyglądali jakby się nie widzieli kilka lat i nie wyglądało to jak powitanie z przyjacielem. Blue tylko śmiała się wniebogłosy a Lotte patrzyła na nich z niesmakiem.
Jak już skończył ściskać dziewczynę swojego kumpla to wstał z kanapy i podszedł do jej rodzeństwa
- Cześć Lotte.
- Cześć Jack - wymusiła uśmiech i podała mu dłoń.
Potem go minęła i usiadła na fotelu oglądając swoje paznokcie.
- Siemanko Ollie - przytulił go klepiąc po plecach - Ale wyrosłeś - zaśmiał się napinając barki, pokazując mu w ten sposób o co mu chodzi.
- Haha może trochę - tez się zaśmiał - Tez byś mógł trochę przypakować - pokazał na jego sylwetkę.
- E tam, ja i bez tego mam powodzenie - odpowiedział z uśmiechem a Lotte udała, ze się krztusi.
Blue wysłała jej mordercze spojrzenie.
- Zaschło mi w gardle - tłumaczyła się niewinnie i napiła się piwa.
Blue pokręciła tylko głową.
- Jack co ty tu przyniosłeś? - zapytał Alex targając torbę przyjaciela.
- Prowiant skarbie - wyszczerzył się - trzeba coś pic, bo się odwodnimy - puścił oczko do Lotte, która tego nie widziała, na co młodsza się zaśmiała.
Jack razem z Alexem podeszli do sofy gdzie siedziała już Blue. Ollie z druga siostra siedzieli na fotelach. Niestety Jack był szybszy od swojego kumpla i zajął miejsce obok Blue przytulając ją.
- Wybacz, Alex. Ty ja masz na co dzień, dzisiaj jest moja - ucałował ja w policzek na co Blue zachichotała.
- Dobra, Tobie pozwalam - zaśmiał się Gaskarth.
Lotte dalej przyglądała się całej scence z niesmakiem i jedna uniesiona brwią.
- Hej Lotte, chcesz piwo? - zapytał Jack z uśmieszkiem na ustach.
Dobrze wiedziała, że ją prowokuje, ale tym razem tak łatwo mu nie pójdzie wyprowadzenie jej z równowagi.
- Nie, dziękuje. Mam swoje - uśmiechnęła się słodko i zarzuciła nogę na nogę, dzięki czemu ukazała je w całej okazałości. Widziała jak się na nie patrzył. Dało jej to satysfakcje.
- Ej a macie jeszcze na dole tą wannę fajną z tymi bąbelkami? - zapytał Jack.
- To jacuzzi - zauważyła złośliwie Lotte.
- Moglibyśmy się tam przenieść z impreza - wyszczerzył się do Blue ignorując uwagę starszej.
- Świetny pomysł!
- No to postanowione. Lotte? - Alex zwrócił się do szwagierki.
- Może chwile - wysłała złośliwy uśmieszek Jackowi i poszła na górę się przebrać.
- Młody?
- Pewnie! – ucieszył się.
- To w takim razie ja też idę po strój kąpielowy - uśmiechnęła się młodsza.
- Ale kochanie, w wannie kapiemy się nago - uśmiechnął się Barakat patrząc to na Alexa to na Blue.
- To już jak upijemy Alexa - szepnęła mu na ucho, tak żeby reszta słyszała, próbując przy tym opanować śmiech.

Po 10 minutach wszyscy siedzieli w jacuzzi. Lotte oczywiście jak najdalej od Jacka.
- Dawno z niego nie korzystałyśmy, nie Blue? - zapytała siostry.
- Będzie jakieś pół roku Charlotte.
- Ma się te pomysły, nie? - wyszczerzył się Jack.
- No pewnie - Alex poklepał kumpla po plecach.
- Raz Ci się udało - odpowiedziała mu starsza z sióstr.
- No nie wierze, ze nawet ty przyznałaś mi racje - wyszczerzył się do niej.
- Widzisz, czasem mam dzień dobroci dla pokrzywdzonych przez los - uśmiechnęła się złośliwie.
Ollie, który siedział obok niej zaśmiał się pod nosem.
- No proszę, jednak się nie zmieniłaś, a już myślałem, ze znormalniałaś.
- Nie kochany, dalej jestem ta słodką, złośliwą Lotte, od której dostałeś kiedyś kopa w swoje rodzyneczki.
- Haha, nigdy nie było mi lepiej niż wtedy.
- Nie wątpię - wymuszony uśmiech.
- Ciekawe co musiałeś odwalić, ze moja siostrzyczka cie tak potraktowała - zaśmiał się Ollie.
- Widzisz braciszku, jak facet nie ma za grosz klasy i pcha swoje obleśne łapska tam gdzie nie trzeba a już tym bardziej jak kobieta tego nie chce to musi odpokutować.
- Okeeej, już rozumiem.
- Dobrze wiesz, ze sama tego chciałaś.
- Widzę, ze znów chcesz dostać, może tym razem w pysk?
- Dobra spokój! Nie możemy RAZ posiedzieć wszyscy razem spokojnie?! - wkurzył się Alex.
- Beze mnie, będę się zbierał, bo szczerze to jestem padnięty... - ziewnął najmłodszy Armstrong.
- To idę z Tobą, utulę Cie do snu - uśmiechnęła się i poczochrała po głowie - Bawcie się dobrze - ucałowała Blue i Alexa - A ty się utop - Jacka zgromiła lodowatym spojrzeniem.
- Dzięki skarbie - uśmiechnął się złośliwie - Jak coś, to wołaj jak nie będziesz mogła zasnąć. Z chęcią utulę cie do snu - puścił oczko Blue, na co ona zachichotała a Lotte zgromiła ja za to wzrokiem.
- Wiem, ze nie możesz mi się oprzeć biedaku, ale wybacz, nie mieścisz się w moich gustach. Jesteś daleko poza przeciętnym.
- Sama przyjemność słyszeć to z twoich ust - wysłał jej buziaka.
- Wal się, Barakat - pokazała mu środkowy palec idąc tyłem do niego, na co on się tylko zaśmiał.

- Na reszcie mogę się przytulic do swojej kobiety - westchnął Alex przysuwając się do młodszej z sióstr.
- Jack, mógłbyś chociaż raz nie denerwować mojej siostry..
- Jestem taki sam dla niej jak ona dla mnie. Tez nie zachowuje się normalnie. I nie musiała wspominać jak mi przywaliła.
- No dobra, ale moglibyście się kiedyś pogodzić.
- Ja do niej nic nie mam Blue. To ona ma jakieś pretensje zawsze do mnie.
- Dobra nie ważne - wtrącił Alex - pijemy?
- Z tobą zawsze misiu - Jack wysłał mu buziaka.
- Co tam w Baltimore?
- Wszystko w porządku W końcu budują ten wiadukt co miał być niedaleko naszego garażu Nie wiem czy go nie wyburza.
- Dlaczego?!
- Tam już i tak nie ma żadnych budynków Alex - napił się - no i ma być supermarket.
- Racja. Eh tyle wspomnień..
- No.. I to jakich - roześmiał się - pamiętasz jak Thomas wlazł na te drzewo obok i potem na dach? I jak później nie mógł zejść, bo ta gałąź pękła. Chodziliśmy po ludziach wokół, żeby pożyczyć drabinę - śmiał się.
Alex napił się piwa i wpatrywał w jeden punkt na ścianie. Blue go przytuliła. Widać było, że brakuje mu brata.
- Głupi jestem. Przepraszam Alexander - przytulił go z drugiej strony.
- Spoko. To już prawie dwa lata. Pogodziłem się z jego śmiercią, ale cholernie mi go brakuje... - pociągnął nosem - Ale mam jeszcze jednego brata - trącił łokciem Jacka.
- Ja się nigdzie nie wybieram - uśmiechnął się.
- Ciesze się, ze Cie mam Jack.
- A ja?! - Blue udała obrażoną.
- Kochanie - Alex nachylił się nad swoja dziewczyna i namiętnie ja pocałował.
Po kilku minutach Jack w końcu się odezwał, przerywając parze pocałunek.
- Bo się obrażę.
- Oj Jacky - zaśmiała się Blue.
- Tez chcesz buziaka? - Alex ułożył usta w dzióbek.
- Nie nazywaj mnie jak psa Angel. No pewnie, ze chce! Ale takiego potrójnego - zawołał.
- Wracamy do przeszłości?
Alex i Blue dobrze wiedzieli o co chodzi Barakatowi. Zaczęli się śmiać, wypili po następnym już piwie, ale przystali na propozycje...

- Ej a może przenosimy imprezę na gore do mojego pokoju - dziewczyna się wyszczerzyła - mam już dość moknięcia - wstała.
- Kurcze - Jack popatrzył na Blue - nie dziwie się ze się za nią zabrałeś - puścił oko kumplowi - świetne ciało, świetnie całuje i w łóżku pewnie też jest niezła, co? - szepnął mu na ucho i wstali.
- Słyszałam Jacky - dziewczyna klapnęła go po dupie i wyszła z pomieszczenia.
- Odwdzięczę się - zaczął ja gonić po schodach a za nim biegł Gaskarth.

- Mam jeszcze jedna butelkę - uśmiechnął się Barakat.
- Tylko jedno piwo? - Alex zaczął marudzić.
- To nie piwo - Jack wyjął zza pleców litr wódki.
- Aaa to rozumiem - dziewczyna rzuciła się na bruneta.
- A ja? - chłopak Blue rzucił się na nich.
- Alex no, daj się nacieszyyyyc - jego przyjaciel ścisnął Blue.
- Jeszcze będziesz miał swoje 5 minut.
- Czyli pijemy? - ucieszył się.
- Pewnie!
Cala trojka rzuciła się w stronę szafy ale niestety to Jack miał tu najmniej ubrań. Kilka rzeczy pożyczył mu jednak Alex. Zabawa polegała na tym, ze ktoś zadaje pytanie jednej osobie, po czym gdy ktoś nie chce odpowiedzieć lub nie zna odpowiedzi zdejmuje jedna rzecz i pije. Gdy odpowie całuje osobę, która zadała pytanie i tez pije. I zadaje następne pytanie. Taka udoskonalona przez Jacka butelka.

~~~~~

Witam ;*
Wróciłam z wakacji, ale dalej jestem sama na włościach ^^
Są tu jakieś fanki Jacka? *-* Jeśli nie, odsyłam do 'Bohaterów'
Mam nadzieję, że się podoba i będziemy mogły przeczytać więcej Waszych opinii :) ;*

Anusiak & Alice czyli Charlotte & Blue

4 komentarze:

  1. Hehe melanz w jacuzzi
    Fajny rozdzial naprawde ^^
    czekam na kolejny i zycze wam weny :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze jak wchodzę na tego bloga od razu dostaję wyrzutów. Jak się tak Nath patrzy spod oka (zdjęcie) - normalnie lepsze niż spowiedź xD
    Rozdział świetny ^^
    Jacuzzi i buteleczka... No ciekawie to się skończy, a jeszcze bardziej jak Lotte wpadnie później do pokoju :) Co tu jeszcze rzecz? Świetny i czekam na następny :)
    Anonim z podpisu
    Lose my mind

    OdpowiedzUsuń
  3. I melanż był :D
    Jak zawsze super rozdział
    Czekam niecierpliwie na NN
    Weny:*********

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale imprezka;pp
    Już jestem ciekawa reakcji Lotte;p
    Czekam na next;pp
    Życzę dużo weny;p

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy!